sobota, 30 stycznia 2010

Nine...

NINE - Rob Marshall

Rodzaj doświadczenia: film
Zdjęcie:

Opis: Po powrocie z "Nine" długo nie mogłam wyartykułować mojego stosunku do tego musicalu. Wyszłam z kina pełna ambiwalencji...tak osiem na pół...i raczej osiem na "nie"...
Na pewno wiem, że film ratuje Daniel-Day Luis, który jest aktorem wysokiej klasy, któremu nie ustępuje w tym filmie tylko Judi Dench. Na pewno pięknie prezentuje się Penelopea Cruz i Nicole Kidman. Ich zmysłowość przyciąga wzrok do ekranu. To po prostu piękne, uwodzicielskie kobiety, na które miło popatrzeć. I to właściwie wszystko jeśli chodzi o plusy.
Jeśli zaś chodzi o minusy...hmmm...no niby poszłam na musical, więc nie powinnam oczekiwać bóg wie czego. Ale jednak nawiązanie do Felliniego do czegoś zobowiązuje. A tu pustka, tylko z jakichś powtórek scen poskładana, z kilku puszczeń oka do widza, który zna dzieło Felliniego. Poza tym została tylko prosta historyjka faceta, którego całe życie kręci się wokół kobiet i siebie samego. Brak tu tajemnicy i surowości z Osiem i pół, zostało zaś zadufanie w sobie i pseudoartystyczne zadęcie. Nawet piosenki nie są ciekawe! A do tego od czasu do czasu wieje potworną nudą...
PS: Sophia Loren wygląda jakby miała się za chwilę rozpaść.

niedziela, 17 stycznia 2010

PRAGNIENIE - Park Chan-Wook
Rodzaj doświadczenia: film
Zdjęcia:

Opis: Park-Chan-Wook, autor trylogii wendety daje nam kino specyficze i nie dla wszystkich. Nie przepadam za filmami epatującymi cierpieniem i okrucieństwem, ale to co serwuje Park Chan Wook jest dla mnie strawne mimo wszystko...co więcej delektuję się tym. Nie wiem na czym to polega, nie analizowałam tego wcześniej, ale brutalne sceny z "Antychrysta" mnie zniesmaczały, zaś tutaj były dla mnie naturalnymi konsekwencjami. Może właśnie idea tkwi w proporcjach i sensowności...może jest tak, jak z komponowaniem dania - można dodać daną przyprawę do różnych dań, czasem będzie razić, kiedy indziej zaś dopełni potrawę i stworzy nowy bukiet - ale któż zgadnie?:) W każdy bądź razie danie pod tytułem "Pragnienie", to prawdziwa uczta jak dla mnie. Film opowiada o księdzu, który przez przypadkową transfuzję staje się wampirem. Jako katolicki ksiądz ma całą masę dylematów dotyczących swojej nowej natury. Ale ciężar filmu nie opiera się tylko na tym. Pojawia się cała gama barwnych postaci: ślepy ksiądz mentor - który okazuje się być zafascynowany możliwościami jakie daje wampiryzm, rodzina ze zdziecinniałym synem hipochondrykiem i pielęgnującą jego choroby matką, sierota przygarniętą przez nich i usynowioną, która dusi się w tym patologicznym systemie rodzinnym, więc biega w lunatycznym transie. Sama akcja też jest ciekawie zawiązana, a reżyser sprawnie balansuje pomiędzy dylematami moralno-egzystencjalnymi, miłością i erotyzmem, różnymi postawami wobec wampirycznej natury, a przebiegiem tragedii, która rozegra się pomiędzy głównymi bohaterami. Trudno oderwać od tego oczy. I choć wydaje się, całość opowiastki jest dramatycznie kiczowata, to robi jednak potężne wrażenie. Gra aktorów jest rewelacyjna w oszczędności gestów, mimiki, jednocześnie niektóre sceny są tak pięknie wystylizowane, że urzekają jak sceny z jakiegoś teatru (np: zatrzymanie w biegu Tae-Joo i zamiana butów - rewelacja!). Co tu dużo mówić - polecam bardzo. Można jeszcze w dzisiejszych czasach zrobić film o wampirach.

Klasyka bez skostnienia

Dziś będzie klasycznie...dwa filmy, które mają swoje zasłużone miejsce w filmowym kanonie: "Północ - północny zachód" Alfreda Hitchcock'a oraz "Wywiad z wampirem" Neil Jordan.

Na początku:
PÓŁNOC - PÓŁNOCNY ZACHÓD - Alfred Hitchcock
Rodzaj doświadczenia: film
Zdjęcie:

Opis: Wiele zawdzięcza kino i wiele się nauczyło od Hitchcocka. To bardzo stary film, lecz mimo to nadal trzyma w napięciu, a historia jest skonstruowana wartko i w sposób przyciągający uwagę. Zaczyna się, jak to według teorii Alfreda H., od trzęsienia ziemi - główny bohater zostaje uprowadzony przez nieznanych mu osobników, którzy podejmują się próby uśmiercenia go. Nie wiadomo czemu, po co i za co...do tego nazywają go nie jego nazwiskiem, lecz tytułują go mianem tajemniczego Kaplana. Przez pół godziny filmu, razem z bohaterem pozostajemy w poczuciu zmieszania i zaplątania. Do tego próby wyjaśnienia czegokolwiek spełzają na niczym (prawie jak w VaBanku), co powoduje wzrost uczucia frustracji i klaustrofobii. Bohater sam musi wybrnąć z trudnej sytuacji i połączyć wątki, by dotrzeć do owego Kaplana, kimkolwiek on jest lub nie jest...Film zmierza do klasycznego filmu szpiegowskiego, jednak nie ma wyraźnie zarysowanych w nim złych i dobrych - gdyż obie strony okazują się cyniczne i wyrahowane. Dorzucając do tego dwie słynne sceny ( z samolotem i pościgiem na twarzach prezydentów wyrzeźbionych w stoku góry Rushmore) otrzymujemy dzieło na miarę filmu ponadczasowego. Pewnie, że trochę razi sposób gry aktorów, że kilka scen jest formalnie nielogicznych (czy nie ma już bardziej pewnego sposobu na zabicie kogoś na pustej przestrzeni niż strzelanie do niego z samolotu do oprysków???), że wątek romantyczny jest jakby umiejscowiony na siłę...to nic...pamiętajmy, że jest rok 1959 i szlaki są dopiero przecierane (w dzisiejszym kinie akcji aż roi się od nieścisłości i nielogicznych scen). Wiwat mistrz. Ogląda się z przyjemnością i w napięciu...i o to chodzi...


Drugi film:
WYWIAD Z WAMPIREM -Neil Jordan
Rodzaj doświadczenia: film
Zdjęcie:

Opis: Muszę przyznać, że ze wszystkich potworów pop kultury największym uczuciem darzę wampiry. Można by rzec, że wręcz mam do nich słabość. Bynajmniej wiem dlaczego...bo silne, piękne, inteligentne, skrywające mroczną tajemnicę, niezniszczalne, pociągające, seksowne, groźne, prawdziwie niebezpieczne...czyli krótko mówiąc kompensacja własnych potrzeb i pragnień, zapewne nieosiągalnych w rzeczywistości. I choć wiem, że filmy z wampirami są kiczowate, jest to rodzaj kiczu wobec którego jestem bezbronna...Wybaczam więc niedoróbki, wpadki logiczne i ogólną głupotę założenia...daję się uwieść historii. "Wywiad z wampirem", to film urzekający głównie dzięki postacią i ich odtwórcą. Zarówno Tom Cruise, Brad Pitt jak i młodziutka Kirsten Dunst wypadają w swoich rolach przekonująco. Ich wampiry to bardzo dekadenckie istoty, które mają do wyboru albo podążać za swoją żądzą krwi i zabijania, albo też starać się z tym walczyć co jednak przysparza im nie mało cierpienia (nie dają sobie rady z wegetarianizmem tak dobrze jak wampiry z sagi Twilight, ale też nie robią takich emo min:). Plusem są też wspaniałe kostiumy, charakteryzacja i dekoracje, które wprowadzają nas w klimat i nastrój filmu o dzieciach nocy. Bardzo lubię scenę w teatrze, gdzie wampiry udające ludzi odgrywają wampiry i bardzo pociągającego w swej roli Banderasa. To taki klasyczny, gotycki, mroczny, klimatyczny film o wampirach - taki jaki powinien być, czyli szczypta akcji, trochę rozważań filozoficznych i cierpienia egzystencjalnego, lekka nuta dekadencji...i o dziwo udaje się bez wątku stricte romantycznego! Mogę ten film oglądać wielokrotnie i wciąż mi się nie nudzi. Podobnie zresztą jak "Draculę" Coppoli, czy klasyczną adaptację dzieła Brama Stokera z Belą Lugosi z 1931 roku (scena na schodach, z podświetlonymi oczami - no po prostu bezcenna:).

niedziela, 10 stycznia 2010

TRAWA CYTRYNOWA

Rodzaj doświadczenia: jedzenie
Zdjęcie:
Opis: Wspaniałe odkrycie! Szkoda, że tak późne...ale jak to mówi przysłowie, lepiej późno niż wcale. Trawę cytrynową można zaparzać samą, albo dodawać ją do herbaty (eksperymentowałam z herbatą czarną, ale myślę, że i zielona by się nie obraziła, na to urozmaicenie:). Jeśli zaparzymy samą trawę otrzymamy łagodny napar, z lekko cytrynową nutą. Jak dla mnie zdecydowanie lepszy od herbaty zielonej, której gorycz mnie trochę odrzuca. Tu goryczy nie ma ani grama. Napar jest bardzo orzeźwiający i jeśli wierzyć opisowi na torebce, wywiera zbawienny wpływ zarówno na zdrowie jak i codzienne funkcjonowanie ( rozjaśnia umysł:). Ja na ten moment zakochałam się w dodawaniu odrobiny trawy cytrynowej do czarnej herbaty. Tworzy to nową jakość...herbata staje się lekko kwaskowa - ale nie ma takiej dominanty kwasku i olejków aromatycznych jak w przypadku dodania cytryny. Posmak jest lekko wyczuwalny i nie dominuje nad samym smakiem herbaty.
Trawa cytrynowa może być wykorzystywana również, do przygotowywania posiłków, ale to już wyższa szkoła jazdy i mnie nie dotyczy:)
Trawę cytrynową z Nepalu można kupić w sklepie internetowym Sprawiedliwego Handlu (przyjemne z pożytecznym).
DOM ZŁY - WOJCIECH SMARZOWSKI

Rodzaj doświadczenia: film
Zdjęcie:
Opis: Nie idźcie na ten film jeśli niepewne jest szczęście wasze...Film nie nastraja optymistycznie, zarówno jeśli chodzi o treść, jak i bohaterów, nastrój, klimat czy realia czasu. Oto bowiem znajdujemy się na zapadłej wsi w czasach stanu wojennego. Dominuje zima, alkohol i wegetacja. Miejscowa policja próbuje zrekonstruować okoliczności śmierci małżeństwa Dziabasów (choć czasem wydaje się, że bardziej interesuje ich zagrycha do wódki, niż podejrzany, zbrodnia czy wykonywanie obowiązków służbowych). Historia rozgrywa się w dwóch płaszczyznach czasowych: jedna to opowieść o tym jak Edward Środoń został zootechnikiem w PGRze, jak do niego podróżował, jak trafił do domu Dziabasów i jak doszło do tego, że noc zakończyła się tragiczną śmiercią trzech osób. Druga płaszczyzna, to czas obecny, w którym porucznik Mróz wraz ze swoimi ludźmi i przewijającym się w tle prokuratorem, próbują dokonać wizji lokalnej. W tej płaszczyźnie zdarzeń jest cała masa, bo każdy z bohaterów, nawet tych pobocznych, trzyma swój puzzel układanki, który w odpowiednim momencie złoży się w całość i ujawni pełny obraz. A obraz ten nie będzie przyjemnym pejzarzykiem. To obraz mętny, brudny, barbarzyński, ochydny i klaustrofobiczny. To obraz, na którym nie ma dobrych bohaterów ani walecznych czynów...Podoba mi się to łączenie elementów pozornie ze sobą nie związanych, podoba mi się zawiązywanie intrygi, podoba mi się gęstnienie sytuacji...to jest bardzo dobrze skonstruowany i opowiedziany film.
Ze wsząd słychać porównania Smarzowskiego do Cohenów i coś w tym jest...nawet nie chodzi o zbrodnię, o zimę, o policjantkę w ciąży czy bezsensowne okrucieństwo, choć to również, ale o dystans z jakim ukazane są zdarzenia - tak jakby autor mówił: "Pokazuję Ci to co sam widzę, a co Ty z tym zrobisz, to już Twoja sprawa. Mnie to nie obchodzi". Jest w tym dystansie coś, co powoduje, że tym dobitniej odczuwamy pokazane sceny. Lubię, gdy nikt na siłę nie próbuje powiedzieć co mam czuć, myśleć i jak się do danej kwestii odnosić. To między innymi cenię właśnie u braci Cohen, czy w takich filmach jak "Aż poleje się krew"...No i lubię filmy, których reżyser wierzy, że jestem inteligentna...

Miód

MIÓD Z KWIATÓW POMARAŃCZY

Rodzaj doświadczenia: jedzenie
Zdjęcie:
Opis: Miód dostępny w sklepie internerowym zajmującym się sprzedażą produktów spod znaku sprawiedliwego handlu (fair trade). Lekki w konsystencji, jest niezwykle aromatyczny. Daje się w nim wyczuć lekką nutę pomorańczy, jednak to co przebija w smaku najbardziej, to nuta kwiatowa, bardzo specyficzna, pozostająca długo na podniebieniu. Miód dodany do herbaty wyraźnie zmienia jej smak, a owa kwiatowa nuta wyczuwalna jest zarówno w smaku jak i zapachu napoju. Gorąco polecam!

poniedziałek, 21 grudnia 2009

TORTOISE - Poznań, Stary Browar

Rodzaj doświadczenia: koncert
Zdjęcie:
Opis: Koncert odbył się 07.12.2009 w Słodowni w Starym Browarze - miejscu naprawdę wyśmienitym jeśli chodzi o przygotowanie koncertów, ich realizację i repertuar. Do tej pory nie zawiodła mnie żadna impreza tam organizowana (poza Focus:Berlin - na który nie udało mi wraz z moim ukochanym wejść, z powodu braku biletów). I tym razem było naprawdę udanie. Zespół długo się co prawda "wstydził wyjść", ale warto było poczekać. Zagrali zarówno stare kawałki, jak i fragment nowego materiału. Było żywiołowo, z "powerem" i do pobujania - czyli dokładnie tak jak miało być:) Niesamowitym doznaniem było obserwowanie panów przy pracy i wirtuozeria z jaką grali, oraz łatwość z jaką zmieniali się przy poszczególnych instrumentach, tak jakby każdy z nich był urodzonym multiinstrumentalistą. Można było dostać oczopląsu, bo przy każdym nowym utworze, dochodziło do zamiany miejsc. Podziw i potęga! Żywioł, połamane rytmy, mocne uderzenia...a jednocześnie tak głęboki trans i przenie tych drgających dźwięków do wnętrza...bez chaosu...plus dwa bisy:)

PS: A i support był wspaniały - sam Brian Adams...podejrzewam, że na następnej płycie wystąpi gościnnie ze swym zniewalającym wokalem, w piosenkach "które składać się będą tylko z refrenu" (cytat za kolegą).